Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 9- Marie


Cześć ludziki!

O to nowy rozdział. Nienawidzę siebie samej za to, że jest taki krótki, ale nie byłam w stanie napisać czegoś więcej. Sorry.

Ogólnie jestem przerażona tym, że pod poprzednim rozdziałem pojawił się tylko jeden komentarz. Jeśli pod tym nie będzie co najmniej trzech pisanych przez zupełnie inne osoby, to rozdział 10 pojawi się z opóźnieniem. A mam dla was w planach jeszcze całkiem przyjemna miniaturkę.

Dobra, kończę smęcić i zapraszam do czytania.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Razem z Kate i Sofią biegłyśmy  korytarzami Hogwartu, potykając się o własne nogi i śmiejąc się jakbyśmy właśnie uciekły z psychiatryka. W rękach trzymałyśmy masę cukierków, lizaków i ciasteczek które udało nam się wynieść z uczty Hallowynowej. Miałyśmy zamiar zjeść kulturalnie w naszym dormitorium bez towarzystwa piętnastu niedorozwiniętych przedstawicieli płci głupiej. A to, że wszyscy byli z naszego rocznika nie miało z tym nic wspólnego.

- Stop!- krzyknęła Sofia stając pod kamienną ścianą i zdejmując z głowy kapelusz kowboja- Pięć sekund na oddech- powiedziała dysząc ciężko.

- To był genialny pomyśl z tymi mugolskimi przebierankami- stwierdziłam siadając na ziemi.

- Pomyślałam, że skoro mamy Noc Duchów to fajnie by było pokazać coś fajnego. Dobrze chłopcy pochwycili ten pomysł. Oscar przebrany za kosmitę wyglądał genialnie- stwierdziła Kate. Pokiwałam głową i przetarła ręką lekko spocone czoło. Całe ciało miałam pokryte specjalnym, samoprzylepnym papierem toaletowym i trochę było mi gorąco. Do tego bola mnie głowa i kiepsko się czułam

- Już niedaleko, dasz radę Jaz!

- Nie, Peter. Ja umieram.

- Jaz, proszę.

- Peeeeteeeer!

Otwarłam szeroko oczy słysząc w myślach czyjeś głosy. Przerażające krzyki dwójki ludzi, młodych przerażonych, zmęczonych ucieczką.

- Marie, dobrze się czujesz? – zapytała Sofii patrząc na mnie z lekkim przestrachem. Popatrzyłam na moje przyjaciółki po czym wstałam i ruszyłam korytarzami szkoły. Musiałam znaleźć jakieś spokojne miejsce by porozmawiać. Wiedziałam, że jest jedno takie miejsce. Dawno temu, kiedy jeszcze byłam mała, wujek George wziął wszystkie dzieciaki z rodziny i opowiedział im o różnych tajemnicach Hogwartu. Między innymi wspomniał o wspaniałym Pokoju Życzeń, genialnym pomieszczeniu gdzie wszystko jest możliwe.

- Wchodźcie-  rozkazałam dziewczynom gdy na siódmy piętrze stanęłyśmy przed drzwiami które przed chwilą pojawiły się w ścianie.

Miałam nadzieję, że trafimy do jakiegoś przytulnego pokoju z kominkiem i fotelami, albo chociaż mięciutkimi pufami. Zamiast tego trafiłyśmy do długiej Sali zastawionej stołami, krzesłami i półkami  z książkami. Na niewielkiej przestrzeni powieszono ogromne portrety uczniów szkoły Magii i Czarodziejstwa najczęściej Gryfonów. Rozpoznałam Wujka Georga i wujka Freda, Huncwotów, a także dwóch braci babci Molly, Gideona i Fabiana.

- Opowiesz nam w końcu co się dzieje?- Kate spojrzała na mnie pytająco siadając na jednym z krzeseł. Odetchnęłam głęboko po czym opadając naprzeciwko przyjaciółki zaczęłam wszystko opowiadać.  Powiedziałam im o tym jak to na początku we snach słyszałam głoś mężczyzny śpiewającego największe, czarodziejskie przeboje, a także to, że potem ten sam głos błagał by przywrócić mu honor. Czasami towarzyszył mu głos młodej dziewczyny która w kółko powtarzała to samo zdanie: On jest niewinny, niewinny.

- To nie jest normalne- stwierdziła Sofia bawiąc się swoim warkoczem. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale nagle zza pleców moich przyjaciółek wyłonił się duch.

Wysoka około dwudziestoletnia kobieta w długiej do kostek, zielonej sukni z burzączarnych, kręconych włosów unosiła się kilka centymetrów nad ziemią trzymając w jednej ręce skrzypce, a w drugiej smyczek. Wyglądałaby jak każdy normalny duch w Hogwarcie gdyby nie to, że była w kolorze.

- Witajcie- przywitała nas spokojnym tonem nie zwracając uwagi na nasze przerażone spojrzenia.

- Kim jesteś? – zapytałam starając się zachować spokój. Średnio mi to wychodziło. Mój głos drżał, a ręce trzęsły się opętańczo. Miałam ochotę wybiec z pomieszczenia i w tempie natychmiastowym schować się w dormitorium. Wiedziałam jednak, że z zasady nie można uciekać przed osobami martwymi bo i tak nic ci nie zrobią. Chyba, że są inferniusami. Albo Irytkiem.

- Nazywam się Jasmin Patel i jestem, jakby to ująć, waszą opiekunką- wyjaśniła uśmiechając się szeroko.

Dobra to było bardzo dziwne. Słyszałam o zmarłych którzy nawiedzali miejsca gdzie nigdy nie straszyli. Miałam blade pojęcia o poltergisach którzy próbowali zabijać żywych. Ale na wszystkie kawały Freda i Jamesa nigdy nie wiedziałam, że istnieje taka fucha jak duch opiekun.

- Czy możesz rozjaśnić nam sytuacje? – Kate wydawała się dziwnie spokojna. Po tym jak minął pierwszy szok usiadła spokojnie na krześle z założonymi na piersi rękami i nie odrywając wzroku od Jasmin kartkowała jakąś książkę.

- Oh to bardzo proste- duch ( a może duszka?) machnęła ręką- Ale zacznijmy od początku. Kiedyś, kiedy jeszcze żyłam, miałam przyjemność być uczennicą tej szkoły, puchonką, a także przyjaciółką słynnych Huncwotów. To znaczy, tylko jeden z nich uważał mnie za swoja prawdziwą przyjaciółkę, dla reszty byłam tylko zwykłą, ciamajdowatą dziewczyną która się z nimi włóczyła. Śmiali się kiedy zapominałam zadań i doprowadzałam moje eliksiry do wybuchu. Ale mój chłopak, Peter Pettigrew, był inny. Potrafiliśmy całymi dniami siedzieć w Pokoju Życzeń lub nad jeziorem słuchając muzyki. Czasami sami graliśmy i komponowaliśmy różnorakie utwory. Wszystko wydawało się wtedy takie proste, łatwe do przewidzenia.

A potem obydwoje wstąpiliśmy do Zakonu Feniksa. Rzadko braliśmy udział w walkach, częściej oddelegowywali nas do szpiegostwa głównie dla tego, że Peter zamieniał się w szczura, a moją formą ani magiczną był wróbel. Dzięki temu odkryliśmy, że Voldemort uczy się opanowywać starożytny rodzaj magii, a jeśli mu się uda będzie wstanie kontrolować każdego człowieka nie wywołując efektu towarzyszącemu zaklęciu Imperiusa. Dodatkowa ten rodzaj magii jest niesamowicie potężnym. Gdyby Czarny Pan go posiadł w sekundzie bylibyśmy martwi.

Kiedy powiadomiliśmy o naszym odkryciu resztę zakony, nikt nie chciał nam wierzyć. Nawet sam Dubledore uważał, że albo wszystko zmyśliliśmy by być w centrum uwagi albo po prostu się przesłyszeliśmy. Musieliśmy więc działać sami. Wymyśliliśmy plan który miał polegać na całkowitym wyczerpaniu się mocy Toma Riddla w chwili w której pierwszy raz użyje zaklęcia na którymś  ze swoich podwładnych. Nie przewidzieliśmy jednego, w momencie użycia zaklęcia na różdżkę Riddla przez przypadek napatoczył się Peter. Akurat trwała bitwa więc nikt tego nie zauważył. I choć magia Voldemorta, przynajmniej pod tym względem, się wyczerpała to jednak jakaś jej cząstka utknęła w moim ukochanym. Udało mi się go odciągnął z miejsca walk choć sama byłam ciężko ranna i lada chwila mogłam umrzeć. Dalej powinniście wiedzieć co się stało. Na pewno słyszałyście o śmierci Potterów i niby zdradzie Petera. To znane historie więc nie muszę ich wam opowiadać- skończyła Jasmin.

Nie byłam wstanie racjonalnie myśleć. Historia którą przed chwilą usłyszałam kompletnie nie zgadzała się z tym co wszyscy moi wujkowie i ciocie próbowali mi wbic do głowy przez te wszystkie lata. Aż do dzisiejszego dnia słynny dyrektor Hogwartu, Zakon Feniksa i nni przeciwnicy czarnoksiężnika wszech czasów wydawali mi się nieomylni. Co za wtopa!

-  Ale do czego potrzebne jesteśmy my? – zapytałam wstając z krzesła. Nieb

- Tylko wy możecie oczyścić Petera Pettigrewa z zarzutów. A ja wam w tym pomogę.

 

 

 

piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 3 - Marie

Ktoś otworzył drzwi i do biblioteki wpadł powiew zimnego powietrza. Owinęłam się szczelniej bluzą i wróciłam do czytania kryminału. Teoretycznie powinniśmy mieć teraz lekcje eliksirów, ale profesor Greban wypiła coś na poprzedniej godzinie z trzecią klasą więc mieliśmy wolne.
- Hej, Marie jesteś tu? – usłyszałam głośny głos mojej przyjaciółki Sofii. Nie byłam do końca pewna czy po miesiącu znajomości mogę ją tak nazywać, ale co mi tam. I tak na moim roczniku w Gryffindorze były tylko trzy dziewczyny.
- Tu jestem- odpowiedziałam starając się jednak zachować dosyć cicho. Nie chciałam wkurzyć bibliotekarki.
- No nareszcie cię znalazłam- powiedziała Sofia dysząc ciężko. Jej długie blond włosy nie wskazywały na to żeby szybko biegała. Spięte w kucyk opadały miękko na plecy- Pół Hogwartu przebiegłam zastanawiając się gdzie możesz być. Wcześniej byłam na błoniach.  Śledziłam mojego brata i tą puchonkę, Carolin. Trochę obściskiwali się nad jeziorem po czym poszli w stronę Zakazanego Lasu.
- Mało mnie to obchodzi- przerwałam jej- Przejdź do konkretów.
- No właśnie to robię- odfuknęła Sofia- Chciałam iść za nimi, ale wtedy znalazł mnie jakiś krukon. Zapytał czy nie znam kogoś takiego jak Marie Weasley, a ja odpowiedziałam, że owszem znam. Na to on poprosił mnie żebym ci przekazała, że masz się spotkać z dyrektorką- dokończyła dziewczyna. Zmarszczyłam brwi z zdziwieniem. Czego profesor McGonagall chce ode mnie.
                                                                                                                                                                                                                                                                                    ∞∞∞∞∞
Stałam razem z Asią przed wielkim, kamiennym gargulce kompletnie zdezorientowana. Wiedziałam, że to tu jest wejście do gabinetu profesor McGonagall, ale do diabła jak tam wejść.
- Wiesz może dlaczego nas wezwała? – zapytałam się siostry.
- Nie mam pojęcia- Asia pokręciła głową- Ale zaraz się dowiemy. Czekamy tylko na Alexa. On zna hasło- w tej chwili za zakrętu jednego z korytarz wybiegł mój kochany braciszek.
- Bombonierka lasera- rzucił tylko w stronę gargulca, a ten odskoczył w bok. Ściana za nim rozsunęła się ukazują kamienne schodki. Całą trójką weszliśmy na nie i już po chwili staliśmy przed naszą kochaną dyrektorką.
Muszę szczerze powiedzieć, że gabinet zrobił na mnie wielkie. Masa książek piętrzyła się na stołach i stoliczkach. Na puchowym fotelu siedział ogromny biały kot i wpatrywał się dziwnie łakomym wzrokiem  w portrety byłych dyrektorów. Największy z nich, wiszący za ogromnym biurkiem, przedstawiał samego Albusa Dumbledora. Szanowny profesor chwilowo spał. Dostrzegła także dwa elementy które zdecydowanie nie pasowały do tego sielankowego wystroju gabinetu. Byli to mianowicie wujek Harry i wujek Ron w oficjalnych szatach aurorów z dość ponurymi minami.
- Proszę, siadajcie- powiedziała dyrektorka gdy zobaczyła nasze zdekoncentrowane miny. Posłusznie usiedliśmy na wyczarowanych wcześniej krzesłach- Panie Potter czy może pan dokładnie wyjaśnić sprawę moim uczniom? – wujek Harry zamrugał oczami wyrwany z stanu głębokiego zamyślenia.
- Tak, tak, oczywiście. Jak pewnie wiecie- zwrócił się do nas- nasi aurorzy od pewnego czasu współpracują z aurororami z innych państw, w tym z tymi z Rumuni. Od paru tygodni dostawaliśmy informacje o dziwnych zniknięciach w różnych częściach Europy- wymieniłam z moim rodzeństwem zdumione spojrzenia.
- Dwa dni temu przyszła do nas szokująca informacja- wujek Ron ściszył głos- Charlie zaginął- powiedział patrząc na nas smutnym wzrokiem. Spojrzałam przerażona na Asie. Moja siostra miała bladą twarz, a jej podbródek drżał niebezpieczne. Ja sama pewnie nie wyglądałam lepiej ta informacja bardzo mną wstrząsnęła. Mój kochany tatuś, ten który uczył mnie latać na miotle i grać w szachy czarodziejów, zniknął gdzieś bez śladu. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Zamknęłam oczy i skryłam twarz w dłoniach.
- Ale co się dokładnie stało? – zapytał drżącym głosem Alex.
- Z tego co się dowiedzieliśmy 28 września, wczesnym rankiem, niejaki Coli Cervantes udał się do waszego domu na skraju farmy w celu odebrania od waszego ojca dokumentów któregoś ze smoków. Kiedy jednak wszedł do salonu nie zastał Charliego, a cały pokój wyglądał jak po przejściu huraganu- wyjaśnił wuj Harry.
- Nie udało nam się narazić kto porwał mojego brata, ale mamy nadzieje, że zgodzicie się na krótką podróż w najbliższą sobotę w celu zidentyfikowania pewnych poszlak- poinformował nas rudy auror.
- A możemy w niedziele? – zapytała się Asia otrząsając się z szoku. Popatrzyłam na nią zdumiona. Co może być ważniejsze od znalezienia taty- W sobotę gramy z Huffelpaffem- wyjaśniła moja siostra. Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Nikt by nie odpuścił pierwszego meczu w sezonie.
- Dobrze- dyrektorka klasnęła w ręce- Proszę was abyście byli tutaj w niedziele o jedenastej. A teraz zmykać na lekcje- powiedziała wyganiając nas z gabinetu. Posłusznie wyszłam po czym udałam się do biblioteki.
                                                                              ∞∞∞∞∞
- No i co od ciebie chciała? – zapytała się Sofia kiedy zmęczona usiadłam do kolacji.
- Nic ważnego – odpowiedziałam wkładając ziemniaka do ust. Siedząca przede mną Kate zamknęła książkę i popatrzyła na mnie z uśmiechem.
- Nie próbuj kłamać- powiedziała odrzucając do tyłu brązowy kucyk- Dobrze wiemy, że  coś cię dręczy.
- Dobra, powiem wam- odetchnęłam głęboko po czym opowiedziałam dziewczynom całą historie.  Miałam nadzieje, że nie zaczną rozpowiadać tego całej szkole. Nie chciałam robić z siebie ofiary. Obawiałam się także reakcji niektórych wredniejszych osób. Niestety nawet w Hogwarcie zdarzają się osobniki mające wielką chęć upokorzyć każdego na swojej drodze.
- Masz jakieś podejrzenia kto to mógł zrobić? – zapytała się cicho Kate. Pokręciłam przecząco głową. Sofia przytuliła mnie pocieszająco. Ten gest sprawił, że poczułam się lepiej.
Kiedyś usłyszałam od Asi i Alexa, że w Hogwarcie znajduje się prawdziwe przyjaźnie. W tej chwili, siedząc na twardych ławka w Wielkiej Sali, czułam, że i ja odnalazła ludzi na których zawsze mogę polegać. 
Odnalazłam przyjaciół.

Ten rozdział dedykuje moim przyjaciołom.
Radek, Zuza, Julia, Kasia, Oliwia- to dla was za to, że wytrzymaliście ze mną te sześć lat.


czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 2- Alex


Siedziałem na łóżku patrząc ze śmiechem na zamieszanie w moim pokoju. Dziś była trzecia sobota września co automatycznie łączyło się z wyjściem do Hogsmead. Ze względu na to, że mieszkałem w pokoju z Fredem, Jamesem , Radem i Lucasem dla swojego własnego dobra wolałem nie podnosić się  z łóżka dopóki sytuacja w pokoju nie zostanie opanowana. Na prawdę nie miałem ochoty na bliskie spotkanie trzeciego stopnia z skarpetą któregoś kuzyna.

- Alex – zawołał z łazienki Lucas- Czy mogę pożyczyć twój dezodorant?

-Tak- odkrzyknąłem biorąc do buzi kawałek mugolskiego ciasteczka.

- Ty się już ubrałeś? –zapytał się James patrząc na mnie podejrzliwie.

- Nom- odburknąłem po czym przełknąłem ciasteczko i wyjaśniłem- Chcąc uniknąć tego typu zamieszania wstałem pół godziny wcześniej. A teraz pozwólcie, że udam się do pokoju wspólnego tego szanownego domu jakim jest Gryffindor- wstałem przeciągając się i wyszedłem z dormitorium odprowadzany wzrokiem przez moich współlokatorów.

W pokoju wspólny panowała względna cisza. Paru uczniów. Siedziało przy stołach i pisało wypracowania albo uczyło się czegoś zawzięcie. Na jednym z foteli przy kominku siedziała moja siostra. Marie podkuliła nogi pod samą brodę, a długi warkocz przerzuciła przez prawe ramie. Na kolanach oparła blok rysunkowy w którym kreśliła coś zawzięcie. Podszedłem do niej od tyłu i położyłem dłoń na jej ramieniu. Marie wzdrygnęła się z zaskoczenia po czym szybko przycisnęła blok do siebie.

- Wystraszyłeś mnie- powiedziała cicho po czym spojrzała na mnie z wyrzutem. Roześmiałem się i spojrzałem z ciekawością na blok który trzymała.

- Co tam smarujesz? – zapytałem. Dziewczyna odetchnęła głęboko po czym ociągając się pokazała mi rysunek. Na kartce widniał przepiękny portret śpiącego smoka.  Jego ogon owinięty był wokół tułowie i delikatnie przykrywał głowę. Brakowało na nim charakterystycznych kolców, ale ogon wyglądał skończony. Jeszcze do tego te delikatne plamy na grzbiecie.

- To szmaragdowy finlandzki – stwierdziłem po krótkiej chwili.

- Masz racje- Marie roześmiała się- Żyje tylko w Finlandii i strasznie mi się spodobał gdy tam byliśmy w te wakacje- dodała po czym wróciła do rysowania.

- Jadłaś już śniadanie? – zapytałem przyglądając się jej uważnie. Moja siostra pokręciła głową. Śmiejąc się pociągnąłem ją za rękę i nie zważając na jej krzyki pognałem w stronę Wielkiej Sali. Z prędkością światła zbiegliśmy po schodach i prawie wpadliśmy na jakiegoś ducha. Minęliśmy ze dwa piętra cały czas śmiejąc się i trzymając się za ręce. Marie przyciskała do siebie blok rysunkowy. Już dawno zgubiliśmy ołówek i gumkę.

- To było szalone- powiedziała kiedy dysząc usiedliśmy przy stole Gryffindoru.

- To jeszcze nie koniec- powiedziałem złowieszczym tonem- Kto zje więcej naleśników!- krzyknąłem i rzuciłem się do jedzenia. Mia tylko roześmiała się i poszła w moje ślady. Przez dobre dziesięć minut zajadaliśmy bez słowa jednocześnie wzbudzając sensacje wśród nielicznych uczniów i nauczycieli. Nasza kochana dyrektorka, profesor McGonagall patrzyła na nas z miną świadczącą o tym, że zaczyna uważać Hogwart za dom wariatów.

- Wygrałem- powiedziałem zwycięskim tonem.

- Jesteś starzy- Marie wystawiła do mnie język- W ramach nagrody pocieszenia masz mi kupić fasolki wszystkich smaków i trochę czekoladowych żab- dodała po chwili zastanowienia. Roześmiałem się głośno i wstałem z zamiarem udania się na błonia. Wolałem poczekać na moich przyjaciół na słońcu.

 

                                                                   ∞∞∞∞∞

- Jak ja kocham to miejsce- powiedziała Susan kiedy obładowani słodyczami wychodziliśmy z Miodowego Królestwa.

- Zgadzam się z tobą całkowicie- powiedziałem wkładając do ust pieprznego diabełka.

- Ja mam teraz szczerą ochotę usiąść sobie spokojnie w Trzech Miotłach i zamówić duży kufel kremowego piwa- stwierdziła Asia. Wszyscy poparliśmy zamysł oddania się do pubu i niecałe dziesięć minut później siedzieliśmy nad parującymi kuflami. Rozmawialiśmy sobie spokojnie o zbliżającym się pierwszym meczu  Quidditcha. Jako brat ścigającej, kuzyn szukającego i najlepszy przyjaciel bramkarza miałem prawo interesować się tym szanownym sportem.

Dyskutowałem zawzięcie z Lukasem o tym czy nowy szukający Huffelpafu  jest dobry kiedy podszedł do nas Albus.

- Alex, czy możemy chwile pogadać? – zapytał się mój kuzyn.

- Ok- odpowiedziałem po czym przeprosiłem resztę i poszedłem za Alem. Mój kuzyn zaprowadził mnie w którąś z mniejszych uliczek po czym zatrzymał się i odetchnął głęboko.

- Nie będę owijać w bawełnę- zaczął- Chodzi o Scorpiusa.

- A co z nim nie tak? – zapytałem się zdezorientowany. Z tego co pamiętam Malfoy cieszył się niebywałym zdrowiem co doprowadzało do szału wujaszka Rona.

- Zachowuje się strasznie dziwnie. Od czwartku nie rusza się prawie z łóżka, wychodzi tylko na lekcje i jeden posiłek. Jest strasznie nieobecny- wyjaśnił Al. Zmarszczyłem brwi w zamyśleniu. Wiedziałem, że Albus, Scorpius i Rose się przyjaźnił więc na pewno znają swoje typowe zachowania. Jak widać to na pewno nie było typowe.

- Dobra- klasnąłem w ręce- Pójdę teraz do Trzech Mioteł i powiem reszcie, że wracam do zamku. A potem ty zaprowadzisz mnie do swojego kolegi.

 

                                                              ∞∞∞∞∞

Stałem na środku dormitorium ślizgonów i uważnie przyglądałem się młodemu Malfyowi. Chłopak leżał na łóżku, w pełni ubrany, i rozmarzonym wzrokiem wpatrywał się w sufit. W pewnym momencie podszedłem do niego i szybko pomachałem mu ręką przed nosem. Scor tylko odetchnął głęboko po czym przekręcił się na bok.

- Za nim wystawię diagnozę- zacząłem- Mam takie drobne pytanie. Dlaczego nie poszedłeś z tym problemem do Jamesa?

- To idiota- odpowiedział Al. Wzruszając ramionami- Może i jest moim bratem, ale nadal jest skończonym głąbem- dodał. Już miałem mu coś odpowiedzieć gdy nagle przerwał mi Scorpius.

- Ma takie piękne oczy- powiedział blondyn wzdychając głęboko- I tak pięknie się uśmiecha- dodał znów przewracając się na plecy. Ja i mój kuzyn patrzyliśmy na niego z osłupieniem. Mój mózg powoli zaczynał łapać o co w tym wszystkim chodzi. W czwartek był pierwszy trening drużyny Ravenclawu. Albus i Scor prawdopodobnie oglądali go z ukrycia żeby zobaczyć Rose i jej koleżanki które stanowią cztery siódme całego składu. Najprawdopodobniej blondyn zobaczył tam jakąś piękność. Ale zaraz. Gdyby to była jakaś nieznajoma mu dziewczyna ganiałby teraz za nią po zamku. To musiał być ktoś mu znany.

- O cholera- powiedziałem dosyć głośno gdy zdałem sobie sprawę o kogo chodzi.

- Co jest? – zapytał się zdezorientowany Al. Niby taki inteligentny, a prostych faktów połączyć nie umie. I to ma być niby Potter.

- Twój przyjaciel po prostu się zakochał. Niestety najprawdopodobniej w naszej kochanej kuzyneczce Rose.

Rozdział 1 - Asia


Tłum ludzi. Setki, może tysiące, ludzkich istnień. Mieszające się głosy które trudno rozróżnić. Gwar niosący się po całej stacji. Wszechobecny śmiech i łzy. Nagły huk. Wszyscy wiedzą co się stało. Wybuchła bomba. Ludzie rzucają się do wyjścia. Ja też biegnę na moich krótkich nóżkach.  Moja mama ciągnie mnie za rękę. Obydwie kluczymy wąskimi korytarzami metra. Widzimy wyjście kiedy dosięga nas ogień. To koniec.

Ktoś potrząsał moje ramie. Otworzyłam gwałtownie oczy i zobaczyłam twarz mojego brata. Pochylał się nade mną z zatroskaną minął. Jego blond włosy zasłoniły oczy więc nie mogłam dostrzec dokładnie ich wyrazu.

- Co się stało? – zapytałam zaspanym tonem wstając i przeciągając się na tyle na ile pozwalał przedział pociągu Londyn- Hogwart.

- Znowu krzyczałaś przez sen- odpowiedział Lukas uprzedzając Alexa.

- Śnił ci się wybuch, prawda? – cicho zapytał mój brat. Pokiwałam głową po czym opadłam na fotel i zamknęłam oczy. Myślami wróciłam do tego dnia. Miałam dziesięć lat, razem z mamą pojechałyśmy na zakupy do Londynu. Chciałyśmy uniknąć tłumów w sklepach więc pojechałyśmy wcześnie rano. Już miałyśmy wsiąść do metra kiedy wybuchła bomba. Według prasy to był tylko wybuch, ale tak naprawdę wybuchł jeszcze pożar, potem szybko ugaszony przez czarodziei. Ja i mama uciekałyśmy właśnie przed płomieniami. Prawie nas dosięgły, ale ona w ostatniej chwili rzuciła na mnie zaklęcie tarczy. Ja przeżyłam, ale ona nie.

- Musisz odetchnąć-  powiedziała Julia wyjmując z uszu mugolskie słuchawki. Popatrzyłam na nią uśmiechając się smutno po czym ogarnęłam wzrokiem wszystkich w przedziale.

Obok mnie siedziała wysoka Susan zajadająca fasolki wszystkich smaków. Jej długie, brązowe włosy opadały kaskadami na ramiona. Przy niej usadowiła się Julia kompletne przeciwieństwo Su. Dziewczyna była raczej niska i drobna. Miała prawie czarne włosy obcięte „na chłopaka” , a na jej nosie tkwiły niebieskie okulary zerówki. Po drugiej stronie siedli  chłopcy. Mój brat z swoimi gładko opadającymi blond włosami, Rade- bardzo do Alexa podobny lecz mający włosy w kolorze czekolady i okrągłe, granatowe okulary. Ostatni był Lucas. Wysoki blondyn o niebieskich oczach i mocno kręconych włosach wpatrywał się teraz we mnie z wyraźnym zainteresowaniem.

- Co się gapisz? – zapytałam się z wyrzutem.

- Masz coś w włosach- odpowiedział ze śmiechem chłopak. Zdziwiona przeczesał ręką głowę. Moja dłoń zatrzymała się na czymś. Była to… fasolka wszystkich smaków.

- Susan, znowu rzucałaś we mnie jedzeniem? –prychnęłam zdenerwowana. Moja przyjaciółka tylko wzruszyła ramionami po czym wróciła do jedzenia. Wzniosłam oczy ku gurze po czym odetchnęłam głęboko. Na mojej buzi zagościł uśmiech. Znów jestem wśród przyjaciół. Znów jadę do Hogwartu.



                                                                              ∞∞∞∞∞

Pociąg zatrzymał się z piskiem. Para wydobywająca się z starego kotła parowozu zasnuła całą stacje. Prawie pół tysiąca dzieciaków w różnym wieku wypadło z wagonów i zaczęło przepychać się w stronę powozów. Ja sama szybko stanęłam obok starych metalowych ławek. Nie miałam żadnej ochoty na zostanie stratowaną przez spieszących się trzecioklasistów.

-Pirszoroczni! Pirszoroczni tutaj! – nad głowami uczniów niósł się donośny głos Hagrida. Popatrzyłam w jego stronę i odruchowo uśmiechnęłam się. Może i kochany gajowy Hogwartu miał już swoje lata, ale nadal wykazywał się niesamowitą energią. Mimo dzielącej nas odległości dobrze zobaczyłam jak macha do mnie i moich przyjaciół.

- Choć już Asia- Lukas pociągnął mnie za rękę i chwilę później siedziałam razem z nim, Radem i Alexem w jednym z powozów ciągniętym przez terstale.  Mało kto to wiedział, ale ja naprawdę je widziałam. Przeżycie ataku terrorystycznego robi swoje. Mimo tych złych wspomnień podróż upłynęła nam w miarę wesoło. Mój kochany braciszek przez cały czas opowiadał co to będziemy robić w szóstej klasie. Przecież byliśmy już prawie dorośli.

- Mam tylko nadzieje, że nie wysadzimy szkoły- powiedziałam śmiejąc się z kolejnej rewelacji braciszka. Niestety musieliśmy przerwać te wesołe rozmowy bo właśnie dojechaliśmy. Wysiadłam z powozu i spokojnie udałam się do Wielkiej Sali. Nie rozumiem dlaczego, ale z każdym rokiem to miejsce wydaje mi się coraz bardziej magiczne. Latające świece, gwieździste sklepienie i sam wystrój i tym razem wprawiły mnie w stan kompletnego otumanienia. Starając się nie umrzeć z zachwytu dotarłam do stołu Gryffindoru i usiadłam razem z moimi przyjaciółmi.

- Hej Finnigan! – no nie tylko nie mój kochany kuzynek James.

- Co jest głąbie- krzyknęła do Pottera Susan.

- Znowu masz zamiar wysadzić pół sali do eliksirów- zaśmiał się Fred dołączając do wesołych zabaw Jamesa. Już miałam im coś odpowiedzieć kiedy drzwi Wielkiej Sali otworzyły się i do środka weszło około czterdziestu przerażonych pierwszaków. Prowadzeni przez profesora Longbotoma podeszli do podestu na którym stał stół nauczycielski. Profesor zielarstwa wszedł na podest i wziął do ręki Tiarę Przydziału. Nie słuchałam dokładnie początku ceremonii i większości pierwszych przydziałów. Dopiero pod sam koniec wytężyłam słuch.

- Marie Weasley- krzyknął profesor. Wstrzymałam oddech gdy moja siostra na trzęsących się nogach siadała na stołku. Marie była wyjątkowo drobna. Jej delikatną twarz ledwo było widać spod Tiary i jedynym szczegółem który sprawiał, że wiedziałam, że to ona był długi, rudy warkocz spływający po plecach.

- Gryffindor – wykrzyknęła Tiara, a przy moim stole rozległy się oklaski. W brew pozorom z trzynaściorga Weasleyów którzy uczęszczają lub uczęszczali do Hogwartu, tylko sześcioro było w domu lwa. Albus i Dominiqa są w Slytherinie, Lucy i Luis w Hufflepuffie[edytuj | , a Rose, Molly i Victoria w Ravenclawie.

-  Jak dobrze znowu tutaj być- stwierdził Rade zajadając paszteciki dyniowe.

- Masz świętą racje- powiedziałam biorąc do ust kawałek sernika. Lukas popatrzył na mnie z uśmiechem. Spojrzałam na niego. Ciekawe dlaczego wcześniej nie zauważyła jakie ma ładne oczy. Niebieskie jak czerwcowe niebo. Teraz zdałam sobie sprawę, że mogłabym się w nie wpatrywać godzinami. Spuściłam wzrok, aby nie zauważył rumieńców na moich policzkach i wróciłam do jedzenia ciasta. Jak dobrze znowu być w Hogwarcie.